Kazania ks. Adama Machowskiego
Wydrukuj tę stronęDodaj do ulubionych
 
 
 
Kazania Pogrzebowe.
 
 
1.
 
 
Śmierć i cierpienie jest wydarzeniem samotnym. Można powiedzieć nieprzekazywalnym. Nie sposób jej podzielić, nawet ofiarować drugiemu człowiekowi. Ale można przyjąć ją z godnością. Można podzielić się nią z Bogiem. I jest tak od dwóch tysięcy już lat. Nikt z nas nie żyje dla siebie, i dla siebie nie umiera. Żyjemy dla Pana i umieramy dla Pana – napisze św. Paweł. Nie trzeba być dobrym łotrem wiszącym na krzyżu obok Zbawiciela. Wystarczy własne domowe lub szpitalne łóżko. Samotność, ból, nawet ciemność. Czasem może nawet krzyk: „Boże, mój Boże czemuś mnie opuścił” skierowany może bardziej do człowieka, niż do Pana życia i śmierci.
Władysław Broniewski pisał tak o śmierci człowieka – Boga – Chrystusa:
„Noc nad Kalwarią głucha i ciemna.
– Czy widzisz Mario światłość nade mną?
– To gwiazda świeci, to świt się pali
– anioł nie leci nad Jeruzalem...
– Mario, czy słyszysz? Ojciec mnie woła!
– Nad miastem cisza... Cisza dokoła...
– Mario, on kłamie: w niebie przed jutrznią gwiazdy gwoździami , księżyc jest włócznią!!!”
                                               Chrystus jest obecny w naszej śmierci, tak jak nikt z ludzi. W jej Bólu, cierpieniu, ciemności.
Ale na Golgocie jest też inny krzyk. „Ojcze w twoje ręce powierzam ducha mojego”. To słowa Chrystusa, w których zawarta jest tajemnica przejścia. Z jednego życia do drugiego. To w tej tajemnicy dobry łotr mówi na krzyżu do Jezusa: "Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa”. To słowa oddania własnej śmierci Bogu. Słowa przyjęte. „Zaprawdę, powiadam ci: Dziś będziesz ze mną w raju”.
 Słowa te i to, co stało się trzy dni później to jedyna nadzieja człowieka na to, by umierać już nie w ciemności gasnącego świata, a w świetle rodzącej się wiary. To jedyna nadzieja człowieka na miłość, która się nie kończy, nie jest jak dary, które przemijają. A trwa „nie pamiętając złego, przebaczając wszystko”. I tej nadziei trzeba się uchwycić już teraz. Przez Eucharystię, spowiedź, modlitwę. Ma to być czas nowego życia i nowej miłości, także wobec tych, a może nawet zwłaszcza wobec tych, których już nie możemy kochać tylko po ludzku, tylko tu na ziemi. Wobec ............... I w ten tylko sposób możemy jeszcze usłyszeć jej słowa przy wejściu do raju: „Święty Piotrze otwórzże wrota”. Innego sposobu nie ma i nie będzie. Tam jest ten świat, który tu już ginie w okruchach pamięci, w strzępach zapamiętanych słów i czynów.
 
 
*****************************************************************
 
 2.
 
 
Mówili, że jest pełna niepokoju, że się martwi - była pełna pokoju, spokoju takiego, który chciałbym cały czas mieć w sobie. Pokoju, który jest doświadczeniem wykonanej misji, spełnienia, dojścia do celu. To my ludzie w drodze takiego pokoju nie mamy. Nie mamy, bo świat go dać nie może. My ludzie na drogach świata często go nie mamy, bo pochodzi on z bliskości Boga.
Mówili, że się martwi o swoje dziecko, ale na sam dźwięk jego imienia uśmiechała się, jej wzrok się rozpogadzał, jak wiosenne słońce, którego ciągle na naszym niebie brakuje.
Mówili, że się lęka, ale była w niej ogromna miłość, kiedy trzymałem ją za rękę, z dłonią na jej głowie i odmawialiśmy różaniec – tajemnice bolesne. Czuć ją było z jej dotyku, z jej oczu, z jej słów. Tam, gdzie jest miłość, tam nie ma lęku. Nawet w obliczu śmierci. Bo jak śmierć potężna jest miłość, a zazdrość jej nieprzejednana jak szeol.
Mówili, że nie jest świadoma, a pamiętam, że jak wypowiedziałem słowa zapowiadające tajemnicę piątą bolesną. Śmierć Jezusa Chrystusa na krzyżu to skinęła potakującą głową. Wiedziała, zgadzała się. Ufała, że Pan jej nie opuści. Wiedziała dokąd idzie. „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego”.
Chciałbym tak umierać, tak przechodzić do innego świata. O taką śmierć, trzeba prosić, trzeba o nią się starać. Ale by tak było trzeba starać się o życie. O życie tu na ziemi i o życie w niebie. O miłość Boga i bliźniego. „Z bojaźnią i drżeniem zabiegajcie o własne zbawienie”.
............... i my jesteśmy, mam wrażenie w sytuacji uprzywilejowanej. Mamy nasze dzieci. I jeżeli ktoś z ludzi jest w stanie pomóc nam na drodze do nieba to właśnie one. Ich aniołowie przed samym Bogiem. Czasami podkreślamy swoją dobroć i miłość, bo się nimi zajmujemy, ale one dają i dadzą nam o wiele więcej niż my im. My je prowadzimy po drogach ziemi, one prowadzą nas na drogach do nieba. Myślę, że .................. miała właśnie tę świadomość – to dlatego, kiedy słyszała imię swojego dziecka była pełna szczęścia, radości i wdzięczności. Dzięki niemu odkrywała inne Słowo, dające zbawienie – Jezusa Chrystusa. On jest naszą drogą, prawdą i życiem. Trzymajmy się blisko Chrystusa, On nas przeprowadzi przez wszystko, bez lęku, strachu, da nam miłość i pokój. Prosimy w tej Eucharystii za nią, ale prośmy za nami, abyśmy byli razem z Chrystusem.
 
 

****************************************************************
 
3.
 
 
...... lat życia to krótki okres czasu. Za krótki, nawet wtedy, gdy życie to obarczone jest krzyżem cierpienia i choroby. Tak oceniamy długość ludzkiego życia z perspektywy naszej, z perspektywy człowieka. „Zdaje się oczom głupich, że pomarli, zejście ich poczytano za nieszczęście i odejście od nas za unicestwienie, a oni trwają w pokoju”. ale nie jest tak z perspektywy Bożej. Paradoksalnie w oczach tego, który jest wieczny i nie przemijalny tak krótkie życie może mieć niesłychaną wartość; większą niż dziesiątki lat przeżytych przez innych ludzi. „Sprawiedliwy, choćby umarł przedwcześnie, znajdzie odpoczynek. Starość jest czcigodna nie przez długowieczność i liczbą lat się jej nie mierzy: sędziwością u ludzi jest mądrość, a miarą starości życie nieskalane”.
A mądrość, o której mówi nam dzisiaj pierwsze czytanie nie jest bynajmniej wypadkową ludzkiej wiedzy. Mądrość Boża jest inna, zakryta przed oczami świata, a objawiona człowiekowi czystego i prostego serca. „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom”. Tej mądrości nie zdobywa się latami studiów i wertowaniem ksiąg, tą mądrość zdobywa się życiem zgodnym z wolą Boga. Życiem, które jest nieustanną przygoda dobra i miłości Boga i bliźniego.
Takie właśnie było życie ............., a przynajmniej takie można było dostrzec, gdy tylko pojawiała się na swym wózku w Świątyni Jezusa Chrystusa. Z nieodłącznym uśmiechem i pełnym życzliwości spojrzeniem. Tak przyjmował każdego przechodnia na korytarzu tego rozbieganego i wciąż spieszącego się świata. Nie było w tym uśmiechu i spojrzeniu nic z wyrachowania. Nic z tej całej przebiegłości i interesowności mądrych tego świata, za jakich w jakimś stopniu, każdy z nas się uważa. A przecież można by powiedzieć, że miała do tego pełne prawo. Jako jedna z najsłabszych w naszej parafialnej społeczności. Jako ta, która mogła domagać się w każdej chwili pochylenia nad sobą. Nie na darmo św. Paweł pisał, że mądrość krzyża jest z jednej strony zgorszeniem, z drugiej zaś głupstwem dla tego świata. A ......... był mądry właśnie tym krzyżem. Umiał go odkryć i przyjąć tak, jak mówi nam Chrystus: „Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych, albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie”.
Umiała nieść swój krzyż z wielką pogodą ducha, zaskakiwała człowieka uśmiechem i tym niesamowicie czystym, pełnym pokoju spojrzeniem. „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą”. Tej czystości spojrzenia jakże często brak nam – ludziom, którzy go tam spotykali. Nasze oczy przesłonięte chmurami egoizmu, interesu, pożądliwości. Jego były pełne pokoju i jasności. Tej jasności, która jest darem samego Boga. „Tak Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna , tylko Syn i ten, komu Syn zechce się objawić”.
Na pogrzebach często cytuje się wiersz ks. Jana Twardowskiego: „Spieszmy się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą”. Ja bym chciał go dzisiaj sparafrazować. „Spieszmy się uczyć od nich miłości i dobra”, gdyż tu na tym świecie nie mamy za wielu takich nauczycieli. Są zabierani przez Boga, aby złość nie odmieniła ich myśli albo ułuda nie uwiodła duszy. Dusza jej podobała się Bogu, dlatego pospiesznie wyszła spośród nieprawości. Patrzmy na to i pojmujmy, że łask i miłosierdzie na wybranymi Boga i nad świętymi Jego opatrzność. Wtedy także i naszym udziałem stanie się zmartwychwstanie umarłych, czas, gdy już nie będzie ani płaczu, ani bólu i jęku. I pewnie tam w niebie nie zobaczymy już jej nieodłącznego wózka. Tam nie będzie już jej potrzebny. Amen.
 
 
*********************************************************
 
4.
 
 
W domu mego Ojca jest mieszkań wiele. Odnaleźć Kościół jako swój dom. Dom, do którego przychodzę, w sposób całkiem naturalny, jak do własnego domu,
w którym czuje się jak u siebie. Dom, który jest przedsionkiem nieba – naszej wiecznej ojczyzny. Pokolenie ............. jeszcze to miało, nam jest już znacznie trudniej. Dla nich Bóg, był kimś naturalnym, jeśli można tak o Nim, powiedzieć – kimś nadnaturalnym. Dlatego umieli Go, tak żywego przywoływać w świątecznych tradycjach, we wspomnieniach. Dla nas jest to, coraz trudniejsze. W naszych snach nie ma Boga, ........... jako dziecko miał sen, w którym mówił do niego Bóg, ciekawe ile naszych dzieci śni o Bogu. Nie czujemy jego obecności tak jak oni. Nie jesteśmy tu jak w domu. Na tym też polega nasza tragedia. I na tym polegała ich moc. Moc Boga żywego. Coś, co przecież pozwalała przetrwać znacznie trudniejsze czasy niż teraz. Oni widzieli Boga, jako Ojca, bo widzieli Jezusa Chrystusa. Dostrzegali Go w modlitwie, na Eucharystii. Potrafili Bogu, dziękować nieraz za tak niewiele, gdy my mając tak wiele potrafimy nieraz mieć tylko do Niego pretensje.
Jezus Chrystus, był ich drogą, prawdą i życiem w znacznie większym stopniu niż naszą. Dlatego nasze drogi tak poplątane, tak mało w nich prawdy, tak słabo umiemy żyć. Był ich drogą i prowadził ich po drogach świata. ............. aż z Lwowa, od którego pochodzi Jego imię ............ Miasto Lwów, mężne bohaterskie – zawsze wierne. Przeżyli gorycz Jego utraty. Tego, co kochali. „Bischan na polu chwały, ja cały jestem zdrów, ich sukces był wspaniały, my oddaliśmy Lwów”. Potem rzucani w różne miejsca świata potrafili na nowo zaczynać, na nowo żyć. Jakby ich przeznaczeniem było odkrycie, że nasza ojczyzna jest w niebie, kochając tą ziemską idziemy do tej niebieskiej. „Moja ojczyzna nie stąd wstawa czołem, ja ciałem znad Eufratu, a duchem sponad chaosu się wziąłem, czynsz płacę światu” pisał Cyprian Kamil Norwid.
W domu mego Ojca jest mieszkań wiele. Na tej Eucharystii prosimy, aby ............. trafił do tego domu, by czuł się tam jak u siebie. Był zapalonym kibicem, niedługo mistrzostwa świata. Tam już nie będzie potrzeba telewizora, żeby je oglądać i się nimi cieszyć. Ich poznanie jest większe niż nasze. Będą widzieli w całości, twarzą w twarz jak napisze św. Paweł, nie tylko to, co częściowe. O to prośmy dla .............., ale i prośmy za nas tu zebranych, byśmy potrafili odkrywać nasz dom w Kościele, naszą ojczyznę w niebie, a nasza drogę, prawdę i życie w Jezusie Chrystusie.
 
 
 
************************************************************************
 
 
 
powered by prot Hosting - Serwery
Strona ks. Adama Machowskiego